niedziela, 5 lutego 2017

Rozdział I

- Ceres! - przywołał mnie do siebie ręką mój... przyjaciel? Nawet nie jestem pewna czy mogę go tak nazywać, w końcu prawie go nie znam... Nie mogę też powiedzieć bym czuła się przy nim bezpieczna. Kogokolwiek bym tu nie spotkała, wszystkie moje zmysły krzyczały "Uciekaj!". Co więcej, wszyscy patrzyli się na mnie jakbym była kosmitą, który spadł i przypadkowo wylądował właśnie tutaj.
- O co chodzi? - powstrzymałam się od zirytowanego westchnięcia. Codziennie, dzień w dzień, Karay prosił mnie o przysługę. Oczywiście, że nie mogłam mu odmówić. Pokazał mi całe miasto, i pomógł mi zrozumieć jego funkcjonowanie. Cóż, jestem mu coś winna.
- Królowa chce się z tobą spotkać. - Karay nerwowo bawił się jakimś sznurkiem, zupełnie jakby to była zła nowina. Przecież... Dobra, dobra, to zła nowina. Kiwnęłam głową i ruszyliśmy w stronę pałacu. Jak zawsze, wszyscy gapili się na mnie jak na kosmitkę. Czy to dlatego, że mam czarne włosy, w przeciwieństwie do wszystkich mieszkańców tego miasta? Każdy, dosłownie każdy, miał tu brązowe włosy, i także brązowe lub zielone oczy. Tylko ja jedyna miałam czarne. W dodatku do tego, nie miałam bladego pojęcia kim, ani skąd jestem. Tam, gdzie powinnam mieć wspomnienia, miałam dziurę. Nic tylko jedną, wielką, czarną dziurę. Byłam jednak pewna, że coś powinno tam być. Pytaniem, które ciągle sobie zadaje, jest "co?".

- Wasza Wysokość. - ukłoniłam się niezdarnie, a Karay pośpieszył się i wyszedł. No bo od czego są przyjaciele, gdy się ich potrzebuje? Od zwiewania, że aż się za nimi kurzy. Nie, czekaj, właśnie ustaliłam, że nie jest moim przyjacielem. Królowa spojrzała na mnie równie, a może nawet bardziej przenikliwym spojrzeniem niż Karay. Moje zmysły, jeszcze głośniej i wyraźniej niż zazwyczaj, wrzeszczały "uciekaj" a ja z trudem powstrzymałam się od wyjścia tą samą drogą co mój znajomy.Ona zdecydowanie jest moim wrogiem. To musi być mój wróg. Powinnam uciekać, ponieważ ona nie jest wrogiem, którego mogę pokonać w pojedynkę. Mimo to, stałam tu, ledwo powstrzymując się od już wcześniej wspomnianej ucieczki.
- Ceres. - jej głos, był równie majestatyczny jak cała reszta. Królowa była ubrana w piękną suknię, udekorowaną białymi piórami. Jej długie, jasno brązowe włosy pięknie układały się na jej ramionach, a szmaragdowe oczy pięknie pasowały do korony, która została udekorowana wszelkimi klejnotami, od których odbijało się światło. Jednak w tych pięknych oczach czaił się nieskończony chłód, a jej bezlitosne spojrzenie spoglądało w moją duszę. Przypominała mi chłopaka, który mnie obudził z kilkumiesięcznej śpiączki, jak się okazało. Czyżby to był jej syn? Bardzo ją przypominał, aczkolwiek mogłabym stwierdzić, że każdy młody chłopak w tym mieście przypominał królową.
- Ma pani, czemu mnie Wasza Wysokość wezwała? - słowa które niemal ugrzęzły mi w gardle, poniosły się echem po sali tronowej.

niedziela, 22 stycznia 2017

Prolog

Ciemność. Zawsze mi towarzyszyła. Dzisiaj też. Biegłam przez las, rozpaczliwie starając się nie potknąć. Byłam pewna, że on to słyszy. Jak serce tłucze mi o żebra, dając znak, że dłużej już nie wytrzymam. Dyszałam ciężko. Moje stopy co krok łamały gałęzie, które leżały na ziemii. Jednak on poruszał się jak kot, zwinnie, cicho i  szybko. Nie ucieknę. Mimo to, biegłam w ciemności, co rusz się potykając. Nie chciałam stracić życia. Jednak on był coraz bliżej. Po czym piekący ból w brzuchu. Kolana się pode mną ugięły, ulatywało ze mnie życie. Spojrzałam do góry, na gwiazdy. Wzrok miałam zamglony. Dłonią dotknęłam brzucha, po czym spojrzałam na nią. Cała we krwi. Mojej krwi? Już nie stałam. Leżałam na ziemi, niemalże pozbawiona życia.
~~~

Do mych uszu dochodziły różne słowa,  nie miały one jednak żadnego sensu. Chciałam się podnieść i rozejrzeć, jednak nie miałam dość siły, by otworzyć oczy, nie mówiąc już o wstawaniu. Mogłam jedynie leżeć i słuchać słów, których nie rozumiałam. W końcu straciłam przytomność, ponownie. 

~~~

Usłyszałam cichy jęk. Dość prawdopodobne, że to ja wydałam z siebie ten dźwięk. 
- Obudziłaś się. - usłyszałam oschły głos. Otworzyłam jedno oko, po czym drugie.  Stał obok mnie chłopak o brązowych włosach i szmaragdowych oczach. Zorientowałam się, że leżę, i to w miarę wygodnym łóżku... 
- Kim jesteś? - powiedziałam ochrypłym głosem. Zdumiało mnie, jak suche było moje gardło. Ile dni tu leżałam? Nieznajomy przypatrywał mi się uważnie, wzrokiem wiercąc dziurę w mojej duszy. 
- To moja kwestia. - westchnął w końcu, nie spuszczając ze mnie wzroku. - Kim jesteś i co tu robisz? - rzekł, nadal wiercąc dziurę w mojej duszy. No, dość duża już ta dziura. 
- Ja... - w mojej głowie zastałam pustkę. Nie znałam własnego imienia, wieku, pochodzenia... Wymamrotałam coś pod nosem i podniosłam się. 
- Amnezja. - chłopak pokiwał głową, po raz pierwszy odrywając ode mnie wzrok. - Znaleziono cię nieprzytomną w lesie, na granicy śmierci. Uratowaliśmy cię, a także... - zlustrował mnie od góry do dołu, zatrzymując wzrok na czubku mojej głowy - dodaliśmy parę ulepszeń. - dokończył, a ja odruchowo złapałam się za głowę. Natrafiłam na coś puchatego,  miękkiego, wyrastającego z mojej głowy... 
- Eeee. - mruknęłam, rozglądając się w poszukiwaniu lustra. 
- Doprowadź się do porządku. Ubrania znajdziesz w szafie, a tam masz drzwi do łazienki. - nieznajomy kiwnął głową w stronę białych drzwi w kącie pokoju.  
- Yhm. - nie wiedziałam zbytnio co powiedzieć, jednak ten uznał najwyraźniej, że nie potrzebuje nic więcej. Odwrócił się i wyszedł. Ja zaś udałam się do łazienki, w dalszym poszukiwaniu lustra. 
- Co!? - wydałam z siebie zduszony krzyk, gdy zobaczyłam postać w lustrze... Którą podobno jestem ja. Stała tam dość wysoka dziewczyna, wyglądająca na 16 lat, z długimi, czarnymi włosami i szarymi oczami, oraz szczupłą sylwetką. Najdziwniejsze z mojego wyglądu, były... Czarne, tak, kocie uszy, i czarny ogon, którym machałam, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, od lewej do prawej, i od prawej do lewej. Przypatrywałam się temu w milczeniu. 



~~~~~~~~~~~




Emm... Cóż... Mam nadzieję, że się spodobało... Wiem, piszę beznadziejnie, i nawet nie wiem do kogo to piszę... Ech XD 
W każdym razie, mam nadzieje że się podobało... O ile ktokolwiek to przeczyta. XD